Jak sadzenie bratków leczy ciało i duszę

Jest taki moment w roku, który trudno wskazać w kalendarzu, a jednak wszyscy go czujemy. Nagle orientujemy się, że dzień trwa trochę dłużej, że kiedy wracamy z pracy, wciąż jest jasno, że słońce zostaje z nami o godzinę, może dwie dłużej niż jeszcze kilka tygodni temu.

To właśnie teraz oto on - miesiąc marzec.

Poranki nadal bywają chłodne, a powietrze ma jeszcze w sobie zimową świeżość. Ale światło jest już inne, jaśniejsze, bardziej miękkie, jakby delikatnie budziło świat do życia, uwielbiam to. Wieczór, który nie kończy się już tak szybko. Spacer w świetle zachodzącego słońca. Ciepło promieni na twarzy po długich miesiącach zimy. Ach, to takie małe rzeczy, ale potrafią przypomnieć nam, że wszystko powoli wraca do życia.

Kiedy dni stają się dłuższe, zmienia się coś nie tylko w przyrodzie, ale także w nas samych. Czujemy więcej energii, łatwiej nam wstać rano, chętniej wychodzimy z domu. Pojawia się potrzeba ruchu, wyjścia do ogródka, na spacer, przewietrzenia głowy po zimowych miesiącach. Ciało jakby przypomina sobie, że zostało stworzone do życia w rytmie światła.

Moja koleżanka często mawia: "ja jestem na baterie słoneczne". :) Może właśnie dlatego pierwsze cieplejsze dni mają w sobie tyle radości. Wystarczy kilka promieni słońca, żeby ludzie zaczęli wychodzić na balkony, do ogrodów, na działki. Na ławkach w parkach znów pojawiają się rozmowy, śmiech, spokojne chwile spędzone na świeżym powietrzu.

Przyroda także powoli zmienia swoje tempo. Ziemia zaczyna pachnieć wilgocią i nowym życiem. Na gałęziach drzew pojawiają się pierwsze nieśmiałe pąki. Już niedługo w ogrodach zakwitną najodważniejsze kwiaty, które nie boją się jeszcze chłodnych nocy.

To wszystko dzieje się powoli, niemal niezauważalnie. A jednak każdego dnia świat jest odrobinę bardziej zielony, odrobinę cieplejszy, odrobinę bardziej żywy. Życie ma swoje rytmy. Jest czas odpoczynku i wyciszenia, jak zimą. Jest czas wzrostu i energii, który przychodzi wraz z wiosną. Tak jak przyroda, także my potrzebujemy tych zmian, żeby zachować równowagę.

Dlatego zawsze powtarzam - warto zatrzymać się na chwilę i zauważyć te drobne sygnały, które daje nam natura.

Zamiast planować kolejny tydzień pełen obowiązków, zamiast przeglądać nieskończone listy zadań dla domu i rodziny, zrobiłam coś, co zawsze stawia mnie na nogi. Wyszłam do mojego małego ogródka.

Mój mały ogródek czekał już na mnie z utęsknieniem. Po zimie wyglądał nieco smutno, przykryty warstwą zeszłorocznych liści i szarości. Ale ja wiedziałam doskonale co tam jest ukryte. Wiedziałam też, co muszę zrobić, by obudzić go do życia. Wsadziłam pierwsze kwiaty – kolorowe, odporne na mróz, bratki.

I wiecie co? To nie były tylko prace ogrodowe. To była moja najlepsza sesja terapeutyczna tygodnia.

Co w trawie piszczy czyli - fizjoterapeuta w trawie. 

Jako fizjoterapeuta często powtarzam pacjentom: „Ruch to życie". W ogrodzie ruch staje się naturalną potrzebą. Dziś, sadząc bratki, moje ciało pracowało w sposób, o jakim marzy każdy kręgosłup:

  • Przysiady i wykroki: Sadzenie niskich roślin wymusza głębokie przysiady lub klęk podparty. To fantastyczne ćwiczenie mobilizujące stawy biodrowe i kolanowe, które przez zimę często „zastygają" w pozycji siedzącej przed komputerem.
  • Praca manualna: Grabienie, przekopywanie ziemi, dociskanie gleby wokół korzeni, to angażuje mięśnie przedramion, nadgarstków i dłoni. Dla nas, kobiet, które dużo noszą dzieci, torby z zakupami czy pracują przy biurku, to idealny trening drobnej motoryki i siły chwytu.
  • Oddech: Praca na świeżym powietrzu automatycznie pogłębia oddech. Dotleniamy mózg, co natychmiast redukuje napięcie mięśniowe w obrębie szyi i karku.

Uwaga jednak! Jako specjalista muszę dodać małe „ale". Ogród bywa zdradliwy dla pleców, jeśli zapomnimy o zasadach ergonomii.

Gdy schylasz się do doniczki:

1. Nie garb się! Zamiast zginać kręgosłup w łuk, wykonaj ruch z bioder (jak do przysiadu).

2. Angażuj core: Lekko napnij brzuch, domknij żebra (nie zaciskaj brzucha, oddychaj spokojnie, wyobraź sobie, że nad pępkiem masz pasek, musisz go tak zawiązać i utrzymać na tali, aby nie spadł, hm? Spróbuj). 

3. Zmieniaj pozycję: Nie klęcz w jednej pozycji przez godzinę. Co 15 minut wyprostuj się, zrób kilka skłonów w tył i na boki, przeciągnij się jak kot.

Pamiętajmy!

Ogród ma nam dawać radość, a nie ból krzyża następnego dnia!

Zielarka obserwuje: Dlaczego właśnie bratki?

Wybrałam dziś bratki, nieprzypadkowo. Jako zielarka wiem, że to nie tylko ozdobne kwiatki. Bratek to roślina o potężnym ładunku energetycznym i leczniczym.

  • Zdrowie: W medycynie naturalnej bratek stosowany jest przy problemach skórnych (działa przeciwzapalnie i oczyszczająco) oraz przy kaszlu. Sadząc je, mam wrażenie, że wprowadzam do ogrodu małych strażników zdrowia mojej rodziny.
  • Odporność: Bratki są niezwykle odporne na chłód. Kwitną nawet przy przymrozkach. To piękna lekcja dla nas wszystkich: można być delikatnym i jednocześnie silnym. Można rozkwitać nawet wtedy, gdy wokół jeszcze nie jest idealnie ciepło.

Mama i żona: Uziemianie w świecie chaosu

Bycie mamą i żoną to często stan ciągłego „bycia w głowie". Planowanie obiadów, sprawdzanie lekcji, organizacja wspólnego czasu, przypomnienia o wizytach, itp. Nasz umysł rzadko odpoczywa.

Kontakt z ziemią to najprostszy sposób na uziemienie. Dosłowne i w przenośni. Gdy moje dłonie dotknęły dziś chłodnej, ciemnej ziemi, wszystkie myśli o tym, co trzeba zrobić w poniedziałek, wyparowały. Istniało tylko tu i teraz: zapach gleby, faktura liścia bratka, ciepło słońca na plecach, aj ten wiaterek trochę rozpraszał. 

Dla mnie te „brudne ręce" to znak, że żyję pełnią życia. To dowód na to, że tworzę, pielęgnuję, dbam a kiedy ja czuję się dobrze, cały mój dom – mąż i dzieci – również oddychają swobodniej. Szczęście mamy i żony jest jak dobry nawóz dla całego rodzinnego ekosystemu. 

Praktyczny poradnik: Jak zacząć, jeśli masz tylko balkon?

Może czytacie to i myślicie: „Ale ja nie mam ogrodu!". Moja droga, chcę ci powiedzieć, że ogród to nie metraż. Ogród to stan umysłu.

  • Balkon: Wystarczy jedna skrzynka balkonowa. Posadźcie tam bratki, a obok nich np. rzeżuchę, owies czy miętę.
  • Parapet: Mała doniczka z fiołkiem afrykańskim lub kiełkującą rzeżuchą to też Wasz kawałek wiosny.
  • Wspólne działanie: Zabierzcie do tego dzieci. Niech one też pobrudzą ręce. Dla dziecka dotyk ziemi to rozwój sensoryczny, a dla Was wspólna chwila bez rozpraszaczy czyli ekranów.

Kończąc swoją pracę, spojrzałam na swoje dłonie. Były ubrudzone ziemią, paznokcie miały ślady pracy, a na kolanie była plama od ziemi. Uśmiechnęłam się. To były najpiękniejsze „ozdoby", jakie mogłam dziś mieć.

Zapraszam Was w tym miesiącu do zabawy w „pierwsze brudne ręce". Nie musi to być wielka inwestycja. Kupcie jedną doniczkę z bratkami, wysypcie trochę ziemi na karton, folię lub glebę i posadźcie je, tak po prostu. Poczujcie ten spokój.

A wy co posadziliście lub co posadzicie w ten weekend? A może dopiero planujecie swój pierwszy krok w kierunku wiosny? Czekam na Wasze historie!

Życzę Wam dużo słońca i cierpliwej ziemi,

Z poważaniem,

Aleksandra.